Szanowni czytelnicy strony
Przez wiele lat pisałam dla Państwa horoskopy, artykuły, opisywałam ciekawostki.
Niestety, bardzo pogorszył się stan mojego zdrowia
i z tego powodu strona nie bedzie na razie aktualizowana.
Jestem pełna nadziei, że kiedyś jeszcze będę w stanie dla Państwa pisać.
Choroba wymaga długotrwałego i kosztownego leczenia.
Jeżeli Państwo uznają za stosowne pomóc mi finansowo, to proszę o wpłaty na konto nr:
69 1240 1040 1111 0000 0049 3567.
Będę wdzieczna.
Z pozdrowieniami
wróżka Wielgoradesz
„Tarotowe Bajki”
na 78 miesięcy
Szanowni czytelnicy strony, takie krótkie bajki mam zamiar pisać Państwu
raz w miesiącu, opowiadając bajkowo o każdej karcie Tarota.
78 miesięcy to dużo czasu.
Nie wiemy ani ja, ani Państwo, jak nam się to uda.
Pozdrawiam
Cecylia Wielgoradesz
Świat
Listopad 2009r.

Mamo, co ty przeglądasz przecież to chyba stare jak Świat?
Dorosła już córka ze zdziwieniem patrzyła na matkę w której oku kręciła się łza.
Tak, to stare może nie jak Świat jednak ma wiele, wiele lat.
Zawiera także wiele mądrości, takich życiowych choć podanych w sposób rozczulający i bez opierania się często na zasadach jakim powinien podlegać wiersz.
To mój szkolny pamiętnik, wspomnienia z dawnych lat.
Posłuchaj poczytam ci parę, daje to pewien obraz nastolatek tamtych czasów.
Na przykład taki wpis:
Dajesz swojej koleżance pamiętnik, aby ci coś napisała.
Po dniu ona ci oddaje i pusto nie ma nic.
A w samym środku stoi!
„wpisuję ci się w środku bo cię kocham kotku”
Albo, kto chce wiedzieć moje imię, niech trzy kartki naprzód minie”
Przewracasz trzy kartki, a tam tekst
„Pomyliłam się troszeczkę, jeszcze jedna miń karteczkę”
Przewracasz kartkę, a tam masz tekst
„powiem wreszcie, powiem w końcu moje imię jest na końcu”
I tak to zapisane wiele stron o niczym, ale w ów czas było to dowcipne.
No cóż to pamiętnik, a nie wielkie światowe dzieło.
Były jednak wpisy naprawdę piękne, refleksyjne, zawierające życiowe nieprzemijające mądrości.
Wiesz mamo nie wiem dla czego mówimy, że coś jest stare jak Świat?
Może Świat nie jest stary, przecież w miejsce ginących gatunków pojawiają się nowe.
Czyli, że jest on ciągle młody
Widzisz moja kochana, Świat ma właściwości androgyniczne.
Ojej a cóż to takiego?
Androgynia to posiadanie osobniczych cech męskich i żeńskich jednocześnie.
Czyli jest wszystkim, mając cechy męskie i żeńskie może sam siebie stwarzać.
Mamo skąd ty to wszystko wiesz?
Moja droga, wiedza nie przychodzi z nikąd, kochałam wiedzieć.
Ale poczekaj, mam tu kilka ciekawych wpisów i tu jest właśnie odpowiedź na twoje pytanie
„Nauką i pieniędzmi inni się bogacą,
mądrość musisz z siebie własną zdobyć pracą.”
Zosia
Pamiętam Zosię, wychowywała się w Domu Dziecka, to przecież było po wojnie, takich dzieci było dużo.
Czemu Świat jest pełen wojen, chorób, nienawiści?
Nie znam moja droga odpowiedzi na to pytanie, jednak wierzę ,ze skoro ma możliwości odradzania się, odrodzi się kiedyś jako nowy i piękny.
Przeczytam ci jeszcze kilka wpisów:
Choć poznasz życie i cały świat,
Wciąż będziesz tęsknił do szkolnych lat.
To Julek miał okulary które mu się ciągle zsuwały na nosie.
A to Dusia, chyba jej ktoś pomagał się wpisać miała kłopoty z pisaniem pisała tak jak słyszy czyli rybka była u niej rypka.
Jak ładnie napisała
Życie jest jak okręt na burzliwym oceanie.
Wie, z jakiego portu wyszedł,
Lecz nie wie, w jakim przystanie.
No cóż rozczulam się, nie rozgryziemy tu natury Świata, możemy tylko pójść za słowami wieszcza „Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” i wierzyć, że kiedyś świat będzie lepszy.
Sąd Ostateczny
październik 2009r.

Wielka aula była zapełniona do ostatniego miejsca.
Słuchacze z niecierpliwością oczekiwali na prowadzącego wykład, bo i temat był niezwykły.
Tematem, bowiem był „Wpływ człowieka na zmiany klimatyczne na naszej Planecie-przepowiednie z tym związane”
Temat wyjątkowo ciekawy, ale na plakacie widniało rzadko spotykane słowo- paruzja
Znasz to słowo szeptała młoda dziewczyna do siedzącego obok partnera.
Tak znam odpowiedział, przed wykładem poczytałem, co nieco.
Zaraz ci wyjaśnię.
W chrześcijaństwie oznacza ono ponowne przyjście Chrystusa.
Mamy jeszcze kilka minut to ja się trochę pomądrzę i spróbuję ci powiedzieć.
Ponowne przyjście boga zapowiadają również ludy Mezoameryki, ich bóg
Quetzalcoatl, czyli Pierzasty Wąż też ma się ponownie pojawić.
Z tym wiązać się maja duże zmiany, niezależne od woli człowieka.
Czy jesteś zdania, że zmiany klimatyczne są niezależne od woli człowieka zapytała młoda dziewczyna?
Posłuchamy zdania wykładowcy, jednak moim zdaniem, człowiek tu na ziemi ma z góry zaplanowaną rolę.
To czynniki które są z góry narzucone
Nie mogę się z tobą zgodzić, wyręby lasów, osuszanie bagien, niszczenie flory i fauny to plan z góry- nonsens.
Myśl techniczna przerosła wrażliwość człowieka i to ma być w planie?
Nieznane są wyroki niebios.
Ale przecież jest wolna wola?
Gdyby istotnie była człowiek dysponowałby swoją psychiką, w miejsce przykrych myśli skojarzeń, które przychodzą niezależnie od jego pragnień, „wkleiłby” nową optymistyczną myśl.
We Wszechświecie istnieje kosmiczny porządek, którego człowiek nie rozumie, choć jest przekonany, że jest inaczej, to błędny osąd człowieka.
Czy sądzisz, że będzie człowiekowi kiedyś dane widzieć to, co jest prawdziwe? Możliwe na razie jego ogląd jest ograniczony wie tylko tyle o Wszechświecie, co zdołają zmierzyć wynalezione przez niego przyrządy.
A przecież jest coś więcej, czego nie wie.
Wierzysz w przeznaczenie? pytała dalej dziewczyna?
Moje myśli skłaniają się w tym kierunku, bowiem żaden jasnowidz, ani żadna wróżka nie widziałaby przyszłych obrazów, które chyba są gdzieś zapisane.
Czyli we wszystkim jest „palec boży”?
Możemy tak to nazwać, to porządek, który nam się wydaje bezładem.
Ta sprawa, bowiem wykracza na razie po za wyobraźnie ludzką.
Powiedziałeś na razie jest tu jakiś optymizm, który każe wierzyć, że człowiek to wszystko zrozumie.
Zatem to wszystko, co jest straszne wojny, choroby, głód to ma się mieścić w tym kosmicznym porządku?
Dopuszczam taka możliwość, bowiem jestem zdania, że człowiek jak wszystko inne jest wiecznością.
Mogą być kolejne zmiany i przeobrażenia, ale nie ma faktycznej śmierci, to doskonalenie istot, aby pojęły mądrość Wszechświata.
Skończymy ten temat przy okazji, teraz posłuchajmy, co ma do powiedzenia nasz wykładowca, właśnie wchodzi.
W sali zaległa cisza.
Słońce
wrzesień 2009r.

Jutro będzie dobry dzień,
tylko małą prośbę spełń
Przyjdź, przyjdź, przyjdź do mnie jutro.
Cóż to za piosenka Basiu, taka pełna optymizmu?
To twist w wykonaniu Heleny Majdaniec z 1963 roku, wykonała go z zespołem Niebiesko Czarni.
Rzeczywiście tyle w niej radości.
To prawda,ciebie nie było na świecie, trzeba było jednak zobaczyć to w wykonaniu Heleny.
Radość,zdrowie to wszystko z niej prawie tryskało, sama bawiła się jak małe dziecko.
Widzisz Zuza kiedyś pieniądze nie były na pierwszym planie, ludzie pragnęli się cieszyć, bawić, było bardzo dużo zespołów, które tańczyły i śpiewały.
Dzisiaj zabrakłoby pieniędzy na taka ilość zespołów, ot wymienię ci choćby kilka.
Filipinki, Czerwono- Czarni, Niebiesko Czarni, Mazowsze, Śląsk, było ich naprawdę dużo.
Zabawa, jeśli ktoś chciał znalazła się dla każdego.
Czy myślisz, że teraz jest gorzej?
Pod względem czasu na zabawę chyba tak.
Obecnie najważniejsza role odgrywają pieniądze.
Wtedy ci młodzi ludzie mieli dumę w sercu.
Często gdzieś w zespołach tanecznych spotykały się bliźniacze dusze, kwitły przyjaźnie.
Oj Zuza chyba się rozpędziłam z chwaleniem, to nie na czasie, ale ocena kiedyś będzie miała swoje miejsce.
Ekspansja, taka siła gnająca do przodu, nie była utożsamiana jedynie z pieniądzem.
Talent często zauważano już wcześnie, bowiem dzieci chodziły do przedszkola.
Basiu mówisz jakby w ów czas było lepiej.
Widzisz Zuza to zależy, jakie wartości, kto przekłada nad inne,jeśli naukę nad dobra materialne to było lepiej.
Czy ktoś narzekał?
Ogromna ilość osób, tak skonstruowany jest Świat, wszystko dostrzega się po czasie.
Po czasie dostrzega się własne zdrowie, po czasie dostrzega się możliwości twórcze, które były do wykorzystania, a także zniszczenia, jakie człowiek zaprowadza w świecie i w samym sobie.
Chciałabyś Basiu, aby wróciły tamte lata?
Widzisz Zuza człowiek gdzieś głęboko w sobie dąży do ideału, w materialnym świecie jest to niemożliwe.
Jednak dążenie jest tym, co jest motorem w każdym z nas.
Na razie ten ideał to tylko bajka,jak wielka trwała i gorąca miłość
Na razie to trochę jak myślenie dziecka.
Dziecko zawsze widzi świat piękny.
Ale wiesz, mam propozycję wypijmy kawę i na razie zmieńmy temat, choć sięganie po ideał to zawsze dobry temat do rozmowy, ale przecież do tego wrócimy, to temat, który przecież daje plony.
Księżyc
sierpień 2009r.

"Guarda che luna, guarda che mare,
da questa notte senza te dovrò restare
folle d'amore vorrei morire entre la luna di lassù mi sta a guardare
Spójrz, jaki księżyc, spójrz, jakie morze,
w noc taką jak ta muszę być bez ciebie
Oszalały z miłości chciałbym umrzeć
Na szczęście dzisiaj nie musisz być beze mnie, ale rzeczywiście spójrz, jaki Księżyc.
W łodzi przy brzegu siedziała para młodych ludzi, słuchali starych melodii z odtwarzacza.
Słuchaj zapytała dziewczyna, czemu wszędzie o Księżycu mówi się w rodzaju żeńskim, a u nas jest to rodzaj męski?
Przecież w mitologii greckiej to Selene odziana w białe zwiewne szaty.
Również egipska Izyda bywała z nią utożsamiana, a tę przecież często przedstawia się jako matkę z małym dzieckiem.
Tak masz rację odpowiada mężczyzna, gdybym miał zażartować, to bym powiedział, że to, że u nas mówi się Księżyc ma również cel.
O to ciekawe, jakiż to cel?
A no właśnie Księżycowi przypisuje się zwodniczą naturę, to i zwodnicza nazwa.
Tak naprawdę pod męską nazwa ukryte jest prawdziwe żeńskie bóstwo.
Ma zwodzić, od niego pochodzą wodnice?
Wodnice- a któż to taki?
To słowiańskie bóstwa związane z wodą,ale i Księżycem wyprowadzały często ludzi na manowce swoim śpiewem, wciągały je w otchłanie wody.
Ojej chyba ktoś się do nas zbliża, ach nie to tylko w świetle Księżyca miałam takie złudzenie.
Słyszałam, że w czasie pełni księżyca potrafią z ludźmi dziać się różne rzeczy, bezwiednie w czasie snu wstają i wykonują różne prace, coś wiesz na ten temat?
Tak, odpowiedział mężczyzna nazywa się to somnambulizm inaczej sennowłóctwo, czyli bezwiedne wykonywanie czynności.
Piękna ta noc, i ten Księżyc i to,że jesteśmy razem.
Taka tajemnica wokół nas.
Podobno niektóre zioła trzeba zbierać w czasie pełni?
Nie do końca w to wierzę, ale podobno w czasie pełni Księżyca nasilają się niektóre choroby psychiczne.
Kochanie, jeśli czegoś nie wiemy nie musimy zaprzeczać, po prostu nie wiemy.
Moim zdaniem jest to możliwe skoro Księżyc ma ogromny wpływ na przypływ i odpływ morza, to jakaż ogromna siła musi działać na człowieka, Nieznana siła.
Wrócę do ziół, to stara prawda, że niektóre zioła zbierane przy pełni Księżyca mają wielką moc.
Znasz takie zioła zapytała dziewczyna?
Sam nie znam, ale słyszałem.
Opowiedz.
Dobrze opowiem ci krótko jednym
Podobno mandragorę trzeba wykopać w czasie pełni.
Mandragora nigdy nie słyszałam, zdziwiła się dziewczyna?
Stary testament Księga Rodzaju 30.14-17 mówi o mandragorze jako afrodyzjaku.
A w „Czarodziejce z Florencji” Salman Rushdie o mandragorze mówi tak ustami jednego ze swych bohaterów
„Gdzie spadnie na ziemię wisielca nasienie
Tam mandragora zapuści korzenia”
Czy mówisz o autorze „Szatańskich wersetów” spytała dziewczyna?
Tak o tym samym.
To tajemnicza roślina, tajemnicza, jak tajemniczy jest Księżyc.
Czyli z tą księżycową rośliną związana jest magia, upojenie,możliwość zajścia w ciążę?
Właśnie tak: Lea ze Starego testamentu zaszła w ciąże dzięki mandragorze.
Jak znajdziesz czas poczytaj ten fragment w Księdze Rodzaju.
Errare humanum est, (Błądzić rzecz ludzka) świetnie oddaję tę księżycową moc.
Chyba czas abyśmy wracali, powiedziała dziewczyna.
Dziękuję za tę piękną księżycową noc.
Powoli skierowali swoje kroki w kierunku pobliskiej nadmorskiej osady.
Gwiazda
lipiec 2009r.

Wawrzyniec, ty chyba nie możesz narzekać na los.
Imieniny w kalendarzu masz chyba osiem razy, nie mówiąc już o tym, że w sierpniu, aż dwa razy.
Ależ Leonie myślę, że szczęście nie od tego zależy, choć może też?
Ale widzisz Wawrzku twoje sierpniowe imię wiąże się z ogromna ilością „spadających gwiazd”
Mówisz o perseidach, których aktywność przypada właśnie na sierpień? Nie narzekaj Leonie, leonidy spadają niemniej często.
To rozmowa dwóch młodych przyjaciół o spadających gwiazdach.
Słuchaj Wawrzyńcu, czy pamiętasz taki film ze znakomitą rola Franciszka Pieczki, który nosił tytuł „Kowal pieniądze i gwiazdy”
Widzisz przyszło mi to do głowy, bo w tym filmie zwyczajny chłop, kowal nie może się nadziwić, co może być zapisane w gwiazdach.
A czy twoim zdaniem w gwiazdach jest coś zapisane?
Mówi się,że ktoś się urodził pod dobrą gwiazdą?
Och, mówi się niech cię gwiazdy prowadzą, ale czy to jasna droga przy gwiazdach?
Owszem jasna, jeśli się wie, która gwiazda powinna być w określonym miejscu, to mapa, która może dobrze zaprowadzić, w przeciwnym razie to błądzenie mój drogi Leonie.
A z tą spadająca gwiazdą, co sadzisz?, jeśli wypowiem w tym czasie jakieś życzenie, podobno się spełni?
Trudno mi powiedzieć, ale może to tak jak z placebo, kiedy jesteśmy o czymś przekonani bywa, że się zrealizuje.
Bo widzisz nie wiele wiemy o ludzkim umyśle, co może i gdzie nas zaprowadzi.
To taka gwiazda w nas samych, raz nam wskażę znakomitą drogę, olśnienie, nagły fart losu.
To harmonia Wszechświata, która od czasu do czasu pojawia się w nas samych i los pozwala nam na pójście dobrą drogą, ale droga ma swój koniec, znowu rozstaje.
Wiesz, co wczoraj udało mi się skomponować krótki utwór, czuje się w nim tęsknotę za czymś niezwykłym, ja przynajmniej tak go czuję.
To chyba obydwaj mieliśmy szczęście, bo mnie udało się załatwić sprawę, która się wlokła od wielu miesięcy.
Sam widzisz, to tak z tymi gwiazdami, raz ci zaświeci, a może spadnie dla ciebie i to twoja spełniona nadzieja, ale innym razem niestety na niespełnionych oczekiwaniach się kończy.
Wiesz Leonie intuicja mi podpowiada, że kieliszek dobrego wina, tu w pobliskiej kawiarni to na teraz niezły pomysł.
Mężczyźni oddalili się od miejsca, w którym można było zupełnie niechcący posłuchać ich rozmowy.
Wieża Boga
czerwiec 2009r.

Mamusiu opowiedz mi o tych wieżach, co przestały w jednej chwili istnieć.
Synku to smutna historia, ale ci opowiem, bowiem życie takie smutne historie także ma zapisane i to bardzo liczne.
A było to tak;
Był to 11 września 2001 roku, dzień w Nowym Jorku już od rana zapowiadał się piękny i słoneczny.
Jak wiesz Adsiu w takie piękne dni wszyscy mamy większa ochotę do robienia czegokolwiek, świat nam się wydaje radosny i jak mówiła twoja babcia człowiek ma wrażenie ,że da wszystkiemu radę.
Tak to właśnie było.
Tym bardziej przy tak wewnętrznie radosnym nastroju ,to co nastąpiło później było zdruzgotaniem dla każdego, wszystkich jego planów i wyobrażeń.
Nieoczekiwanie nadleciały dwa samoloty i wbiły się w ogromne wieże.
Wieże runęły, spłonęły, zginęli ludzie i wszystko co było w owych wieżach.
Mamusiu to straszne, tak to prawda to straszne, tym straszniejsze, że zupełnie niespodziewane.
Zginęli ludzie, którzy mieli dzieci, żony, mężów, każdy czekał, że może wróci ich bliski.
W wielu przypadkach tak się nie stało.
Mamusiu, a czy można było temu zapobiec?
Synku człowiekowi często się wydaje, że mógłby zapobiec, niestety los dyktuje własne warunki.
I co dalej?
W to miejsce musi powstać nowe, całkowicie nowe.
Bowiem to drastyczne zmiany i nikt nawet nie chciał, aby odbudowano te wieże.
Widzisz, ale tu także pokazały się cechy człowieka, upadek jego wartości, ślepe dążenie do czegoś, co często wskazuje mu ktoś inny.
Tak się dzieje w wielu sprawach, potem ponownie odradza się nowe jak Feniks z popiołów.
Mamusiu, a kto to był Feniks, powiem ci w dwóch słowach, kiedyś może w szczegółach wrócimy do tego tematu:
Feniks jest mitycznym ptakiem, symbolem wiecznie odradzającego się życia.
Wg mitu sam się spalał na popiół, ale już następnego dnia odradzał się z tego popiołu.
Podobno siadał na drzewie które miało właściwości odradzania się nawet ze ściętego pnia.
Synku wieże zostały zniszczone, ale życie nie dopuści do pustki w to miejsce idzie nowe.
Mamusiu to smutne, ale przecież dające nadzieję.
Bo tak jest synku.
Wszystko co nam się wydaje, że przestało istnieć, odradza się w innej rzeczywistości.
Myślę, że wrócimy do tego tematu innym razem.
Teraz zadbajmy o te nowe kwiaty które wyrosły w ogródku, są piękne, tamte w zeszłym roku też były piękne.
Demon
maj 2009 roku

- Mamusiu, zapytał mały Pawełek, dlaczego „strach ma wielkie oczy”
- Syneczku, skąd znasz to przysłowie i dlaczego pytasz?
- Wczoraj w przedszkolu pani opowiadała dzieciom bajki. W jednej z nich mówiła o chłopcu, który bał się sam zasypiać, trzeba było siedzieć przy nim aż zasnął.
Płakał, kiedy się go pozostawiało przed zaśnięciem.
I Pani powiedziała, że „Strach ma wielkie oczy”
A kto widział oczy Stracha?
- Syneczku, nikt nie widział oczu Stracha, ale są one w każdym, kto się boi, w ów czas, szeroko, zwykle ze strachu, otwiera się oczy.
- A ja się nie boję.
- No świetnie tylko coś sobie przypominam, jak byliśmy u pani doktor, chyba się czegoś jednak bałeś.
- No tak, bo byłem mały, a teraz już wiem.
Co wiesz?
- No właśnie, że Strach ma wielkie oczy.
- A ty się mamusiu czegoś boisz?
- Tak synku, boimy się wszyscy.
Najczęściej boimy się tego, czego nie znamy.
Ale poczekaj, chyba przyszedł tatuś, muszę dać mu obiad, a i także porozmawiać.
- Dzień dobry kochanie jak w pracy?
- Na razie bez zmian, odpowiedział spokojnie młody mężczyzna, ale na klatce schodowej spotkałem naszą sąsiadkę z parteru, mówi, że u tych z pod piętnastki znowu była awantura, podobno była policja i karetka pogotowia.
Kiedy sobie poradzą z tym nieprzystosowanym do normalnego życia człowiekiem?
- Ach kochanie to jest to, co widzimy, a to, co czytamy:
Zobacz porzucone dziecko, przywłaszczone społeczne pieniądze, wojna.
Złe nie śpi.
No cóż to życie w materii i w każdym z nas jest awers i rewers tej samej istoty.
Nakryłam do stołu zjedz spokojnie, podpowiesz mi później, jak wytłumaczyć życie Pawełkowi, pytał, dla czego „Strach ma wielkie oczy”
Umiarkowanie
kwiecień 2009 roku

Napijesz się kawy Zuza?
Chętnie tylko jeśli można cię prosić Basiu, to z mlekiem i bez cukru.
Oczywiście, już idę wstawić wodę.
Z kuchni dolatywała jakaś melodia, która Basia nuciła.
Basiu co ty nucisz mam wrażenie, że znam tę piosenkę, ale zupełnie nie wiem o czym ona jest.
Młoda jesteś, możesz nie pamiętać.
Tę piosenkę śpiewała Violetta Villas w Opolu w 1967 roku, to jest piosenka o cierpliwości.
Poczekaj już niosę kawę i porozmawiamy.
Villas piosenkę o cierpliwości, to jakby do niej nie pasuje, przypomnij mi słowa tej piosenki.
Ależ oczywiście sama zaraz się przekonasz ,że w słowach tej piosenki mówi się o cierpliwości- I ukryta w niej jest XIV karta Tarota.
A oto słowa:
Dwa dni mnie zna dopiero
już chce na spacer iść
przy swoim się upiera
nie jutro lecz dziś
a w parku, w cieniu drzew
całować chciałby mnie
wolnego chłopcze, nie spiesz się
Przyjdzie na to czas
przyjdzie czas, przyjdzie czas
na spacery w letnią noc
ale najpierw wstąp do domu
o przyszłości ze mną pomów
Kwiaty przynieś raz
drugi raz, trzeci raz
czekoladki czasem też
to powinno Ci wystarczyć
że spędzamy razem czas.
Tak „Cierpliwość”
Postać na XIV karcie Tarota przecież przelewa płyn z naczynia do naczynia.
Nie wiadomo kiedy skończy trzeba czekać.
Och Basiu, a czy jest jeszcze jakieś znaczenie tej karty?
Oczywiście- słyszałaś takie łacińskie powiedzenie Aurea mediocritas?
Ależ tak wiem, to znaczy Złoty Środek, czyli szukanie wyjścia, które zadowoli strony.
Och Zuza podoba mi się ,że sięgasz po łacińskie mądrości.
Ale czy to koniec z tymi znaczeniami karty XIV
Nie!
Znowu Mickiewicz może przyjść z pomocą?
Masz Basiu coś w zanadrzu z Mickiewicza?
A tak.
On ci się często przydaje.
Owszem, ale do poprzedniej karty posłużyłam się Kraszewskim.
O tak pamiętam „Dziad i baba” przyznam ci się ,że kiedyś myślałam ,że to także Mickiewicza.
No dobrze, ale co Mickiewicz o XIV karcie Tarota.
O proszę „Stepy Akermańskie”
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.
Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysze na trawie,
Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła
Czy czujesz w tym wierszu spokój, harmonię, niezmąconą ciszę.
To też XIV karta Tarota
O jednym wszakże trzeba pamiętać,
O znowu coś mam pamiętać?
Długa praca wskazuje na wiele nowych znaczeń.
Jak w życiu nic do końca nie jest zamknięte, wszystko zawsze w jakimś momencie może dać znać o sobie.
Śmierć
marzec 2009 roku

Już, z otwartego okna, słychać było starą melodię i słowa napisane przez Andrzeja Własta, które poruszyły ongiś nie jedno serce.
Patrzę na starą fotografię,
którą dziś zwróciłeś mi
i wypowiedzieć nie potrafię
męki tych ostatnich dni. Dziś przebolałam już,
wszystko zapomniałam już,
wszystko zrozumiałam i wiem.
Już nigdy
nie usłyszę kochanych twych słów,
już nigdy
do swych ust nie przytulę cię znów,
Na zawsze
pozostaną dni smutku, dni mąk,
nie oplecie pieszczotą mnie w krąg
płomień twych rąk,
już nigdy. Już nigdy!
Jak okrutnie dwa słowa te brzmią,
już nigdy
nie zobaczę twych oczu za mgłą.
Odszedłeś,
jakże trudno pogodzić się z tym,
że nie wrócisz, nocą, ni dniem,
myślą ni snem, już nigdy.
Zuza, czemu tak płaczesz, wyłącz tę melodię, spróbuj posłuchać czegoś innego.
Pamiętasz naszą wrześniowa rozmowę, rozmawiałyśmy o tym, że dziewiątą kartę Tarota doskonale oddają Lilie Mickiewicza, zapytałaś czy gdzie indziej widzę ukryte karty.
O choćby w słowach do tej melodii której słuchałaś.
Płaczesz bowiem skończyło się coś co zapowiadało się jako wielka miłość.
Niestety ona umarła.
Nikt nie chciał jej śmierci, umarła bo tak miało być.
Nikt wcześniej nie zakładał, że tak się stanie, przeciwnie ,miała trwać.
Trzynasta karta Tarota jest wszędzie na każdym kroku, często tych zmian nawet nie zauważamy.
Śmierć towarzyszy nam w każdej chwili.
Nie mamy często jej świadomości.
Każda zdeptana mrówka, każde upolowane stworzenie, każde ścięte drzewo, każda operacja, każde zakończone uczucie, to wszystko Śmierć.
Nie zdajemy sobie sprawy z jej wszechobecności dopóty dopóki nie dotyka mocno nas samych.
Posłuchaj Zuza opowiem ci jeszcze jedną bajkę, a jej morał sama zobaczysz
Dziad i baba
Był sobie dziad i baba,
Bardzo starzy oboje:
Ona - kaszląca, słaba,
On - skurczony we dwoje.
Mieli chatkę maleńką,
Taką starą jak oni,
Jedno miała okienko
I jeden był wchód do niej.
Żyli bardzo szczęśliwie
I spokojnie jak w niebie,
Czemu ja się nie dziwię,
Bo przywykli do siebie.
Tylko smutno im było,
Że umierać musieli,
Że się kiedyś mogiłą
Długie życie rozdzieli,
I modlili się szczerze,
Aby bożym rozkazem
Kiedy śmierć ich zabierze -
Brała oboje razem.
- Razem!... To być nie może,
Ktoś choć chwilę wprzód skona.
- Byle nie ty, niebożę!
- Byle tylko nie ona!
- Wprzód umrę! - woła baba -
Jestem starsza od ciebie,
Co chwila bardziej słaba,
Zapłaczesz na pogrzebie.
- Ja wprzódy, moja miła,
Ja kaszlę bez ustanku
I zimna mnie mogiła
Przykryje lada ranku.
- Mnie wprzódy!
- Mnie, kochanie!
- Mnie mówię!
- Dość już tego!
Dla ciebie płacz zostanie.
- A tobie nie?... Dlaczego?
I tak dalej, i dalej,
Jak zaczęli się kłócić,
Jak się z miejsca porwali
Chatkę chcieli porzucić.
Aż do drzwi - puk powoli.
- Kto tam?
- Otwórzcie, proszę.
Posłuszna waszej woli,
Śmierć jestem, skon przynoszę.
- Idź, babo, drzwi otworzyć!
- Ot, to, idź sam! ja słaba,
Ja pójdę się położyć -
Odpowiedziała baba.
Fi, śmierć na słocie stoi
I czeka tam nieboga.
- Idź, otwórz z łaski swojej.
- Ty otwórz, moja droga! -
Baba za piecem z cicha
Kryjówki sobie szuka,
Dziad pod ławę się wpycha,
A śmierć stoi i puka.
I byłaby lat dwieście
Pode drzwiami tam stała,
Lecz, znudzona nareszcie,
Kominem wejść musiała.
Cóż jak sama widzisz w barwny sposób Józef Ignacy Kraszewski pokazał cechy człowieka, gdy śmierć jest odległa i jeszcze bezpośrednio go nie dotyczy, nie czuje jej oddechu na karku, drwi sobie z niej.
Tak jest ze wszystkimi zmianami których skutków nie znamy.
Zmiany- zamkniecie jednego etapu to śmierć która do nas przychodzi.
Przyjść musi, zmiany jakie przyniesie to znak zapytania.
Stąd nasz strach przed tym owym znakiem zapytania.
No już nie płacz Zuza, miejmy nadzieję ,że dobre zmiany niesie za sobą to zakończenie sprawy która dzisiaj jest smutna.
Wisielec
luty 2009 roku

Mężczyźni siedzieli obok siebie nieruchomo, wpatrywali się w lustro wody i zawiśnięte nad nią kije wędek.
Nic nie bierze i to już tak od tygodnia odezwał się jeden.
Może by tam dalej?
Tam też nic odpowiedział drugi.
Och coś pechowo mam ostatnio, rzekł ten pierwszy.
A co się dzieje chyba nie z powodu ryb?
A nie od długiego czasu nie udaje mi się sprzedać domu.
Chcę go sprzedać ,żeby kupić mieszkanie w mieście.
Utrzymanie domu kosztuje a i dzieci nie chcąca już w nim mieszkać.
Ale sprawa stoi w martwym punkcie.
Żadni pośrednicy nie są wstanie sobie z tą sprzedażą poradzić ,chociaż dom duży z ogrodem , wyposażony i nawet cena nie wygórowana.
Liczę ,że to przejściowy zastój, może na wiosnę trochę się ruszy.
Wie pan nawet poszedłem do wróżki, choć tak naprawdę to nie do końca w to wierzę, ale niech Pan sobie wyobrazi trafiła, powiedziała ,że jest koło mnie zastój w jakiejś sprawie, a co najciekawsze to karta jaka się jej pokazała nazwała Wisielcem.
Myślałam ,że może wróży coś złego, ale uspokoiła i powiedziała, że to zastój sprawie.
Udało jej się ja i tak nie wierzę żadnym wróżkom ,tak wie Pan z ciekawości poszedłem.
Widzę ,że się Pan uśmiecha, no widzi Pan człowiek musi wszystkiego spróbować.
Nie uśmiecham się bo sam kiedyś byłem u wróżki.
Syn mój się nie żenił.
Martwiliśmy się z żoną ,że kiedyś sam zostanie.
Choć może lepiej samemu, jak w byle jakim małżeństwie, ale on wartościowy chłopak, mówię tak choć to mój i nie powinienem go chwalić.
Powiedziała mi w ów czas ,że to jeszcze nie jego czas i trzeba odczekać.
Och te kłopoty z dziećmi.
Czasem człowiek myśli, jakby tu od nich uciec, zaszyć się gdzieś w ciemnym kącie i o niczym nie myśleć.
O wie Pan nie wiem czy to się da?
Choć podobno niektórym się to udaje
O ciekawe jak to robią? Podtrzymywał rozmowę mężczyzna wyrażający swoje zdanie związane z ożenkiem syna.
A wie Pan moja córka opowiadała ,że można uciec od problemów przy medytacji, doprawdy nie wiem jak to się robi i co się za tym kryje, ale wiem to z jej opowiadania.
Wie Pan młodzi szukają dla siebie rozwiązań, my też tu siedzimy, to też ucieczka od rzeczywistości.
Och wie Pan najpewniejszą ucieczką jest pożegnanie się z tą rzeczywistością.
Och coś pesymistycznie Pan dziś widzi świat, na ucieczkę od życia przyjdzie także czas, ale teraz ważne ,że ryba nie bierze.
Nie udało się podsłuchać dalej tej rozmowy, jednak ciągle przewijał się w jej wątku zastój, ucieczka od kłopotów.
Ot takie nad wiszącym kijem rozmowy.
Moc
styczeń 2009 rok

Chłopiec kurczowo trzymał się ramienia matki, właśnie wysiedli z pociągu.
Ich celem było odwiedzenie krewnych, był jesienny wieczór.
Nie byli tu od lat, ale przecież kiedyś trzeba się zobaczyć.
Rodzice chłopca tu się urodzili, ale zapragnęli być bliżej natury i opuścili wielkie miasto.
Chłopiec patrzył zauroczony błyskającymi neonami.
Choć już na wstępie narzekał na szum, który był zlepkiem jadących autobusów, ludzkich rozmów, pędzących aut, przejeżdżających tramwajów.
Mamusiu proszę powiedz mi, czy nie szkoda światła na oświetlanie tylu reklam?
Widzisz synku, zapewne szkoda, ale w tych reklamach jest ukryta moc.
Moc, jak mam to rozumieć?
Widzisz dużo ludzi ulega takim reklamom, one bez trudu otwierają drzwi do tych, którzy czekają na swoich klientów.
To niezwykła moc oczarowuje ludzi, ulegają jej urokowi, są tak długo mile widziani dopóty dopóki mają pieniądze.
To jak pająk który zasadził się w sieci i cierpliwie czeka na swoja ofiarę.
To zła jest ta moc,
zapewne w wielu przypadkach zła, ale silna i skuteczna.
A czy jest dobra moc?
Nie może być tak w życiu, że jest tylko zło.
Muszą się one nawzajem uzupełniać.
Choć i zło jest dobre.
Mamusiu co ty mówisz?
A tak zło to twój nauczyciel, jeśli pojmiesz trudną lekcję więcej nie zrobisz fałszywego kroku.
W ten sposób rozumując zło nie istnieje.?
Można tak to ująć.
Ale jest i dobra moc, dobra sama w sobie, też otwiera wszystko, lecz ta wymaga wcześniejszego trudu.
A każdy może dotrzeć do tej dobrej Mocy?
Prawie każdy jeśli naprawdę chce.
A cóż to jest za Moc?- To wiedza mój synku ona także otwiera bez trudu wszystkie drzwi,
ale żeby mieć widzę często zdobywa się ją z trudem.
Ale ta moc ma w sobie jeszcze moc ukrytą.
O to ciekawe rzekł chłopiec, jak to ukrytą?
Otóż widzisz jeśli już uda ci się ją zdobyć nikt ci jej nie zabierze.
A gdzie jest jeszcze Moc?
Och synku wszędzie na każdym kroku
Zobacz jak wielka moc ma przyroda, po suszy odradzają się rośliny które pozornie wyschły.
Życie jest wieczne, nigdy nie umiera.
Moc jest w całym Wszechświecie, trzeba tylko ją widzieć.
A czy zabijanie kogoś to także Moc.
Nie synku nie możesz mylić Mocy z przemocą.
Moc jest tam gdzie bez użycia siły udaje się otworzyć na nową możliwość.
Chyba rozumiem.
Ale muszę to przemyśleć.
O mamy tramwaj czy w nim też jest Moc?
Gdybyśmy do tego podeszli filozoficznie to w nim jest także Moc To siła która bez większego trudu potrafi przemieścić człowieka.
Ale pozostawiam to twoje rozwadze.
Szukaj Mocy tam gdzie zmienia się sytuacja bez użycia przemocy.
Koło fortuny
grudzień 2008 rok

Kobieta i mężczyzna siedzieli na ławce w parku obok siebie.
Nie byli już młodzi.
Wiesz rzekła kobieta, nigdy tak jak obecnie nie były dla mnie tak zrozumiale słowa piosenki która ciągle się przewijała kiedy się poznaliśmy.
O Boże jak ten czas leci.
Byłeś taki przystojny, ty tez byłaś piękna, choć i nadal jesteś, ale przecież, co tu dużo mówić czas we wszystkim wyciska swoje piętno.
Ale zaraz moja droga, nie mogę sobie skojarzyć o jakiej piosence mówisz.
Nie pamiętasz ciągle ją „puszczali”
Taka wesoła, tak przynajmniej w ów czas ja ją odbierałam, tym bardziej, że karuzela kręciła się w koło, a i diabelski młyn wirował góra dół ,góra dół.
Tak, byłaś odważna wsiadając do tego diabelskiego młyna, patrzyłem na ciebie pełen podziwu.
Pomyślałem w ów czas, że ładna i chyba ryzykantka, nie miałem odwagi podejść do ciebie, a jak już podszedłem to” zapomniałem języka w gębie”
Jak poszliśmy później na lody, to pomyślałem ,że to chyba jest ktoś na kogo czekałem.
Ale, ale o jakiej piosence to ja zapomniałem ,a ty chciałaś powiedzieć.?
Widzisz mój drogi, teraz to ja widzę ,że owa piosenka tak akurat przystawała do diabelskiego Kola i kręcącej się karuzeli.
Jej słowa brzmiały tak:
„Po deszczu jest słońce
Po smutku jest śmiech
Fortuna jest kołem
I to jest jej grzech”
Teraz po latach kiedy wspominam tamten dzień, kiedy czas zatacza co raz bardziej swój krąg, rozumiem, że Fortuna jest kołem.
Nie widziałam w tamtym czasie żadnego związku z karuzelą i diabelskim młynem, tak naprawdę wszystko można do tego koła porównać.
No właśnie z czasem człowiek nabiera takiej życiowej wiedzy i zaczyna rozumieć ,że tu na ziemi nic nie ma trwałego wszystko za chwile zmienia swój kierunek,
to koło życia z jednej strony jest pchane do góry z drugiej los je ściąga ku dołowi.
Przypomniało mi się przysłowie rzekł mężczyzna:
„Fortuna co jedną ręką daje, drugą wydziera” To prawda myślę, że przysłów na temat Fortuny jest więcej, czy wiesz moja kochana dla czego w zmiennym losie mówimy o Kole?
Otóż Tyche czyli grecka bogini losu jest przedstawiana ze sterem w ręku, ze sterem którym ona kieruje.
Wiem, wiem, ma ona jeszcze w ręku róg obfitości przytaknęła kobieta.
To prawda
Ale zaraz mówimy o Fortunie, no tak to ta sama Tyche tylko ta u Greków zaś Fortuna u Rzymian. Wiesz nie w nazwie sprawa kontynuuje kobieta , ale w tym ,że los nie zatrzymuje się nawet na chwilę.
Nie wiem czy to nie jest pocieszające zauważył mężczyzna, bo oznacza ,że nic nie ma końca, także nasze życie.
Też tak myślę.
Zwróć uwagę kochanie na to, że każde miasto greckie miało swoją Tyche, czyli Fortunę?
W tym jest zawarta pewna informacja, każda jednostka ta najmniejsza i ta największa ma inny los,
Grecy to wiedzieli ich bogini losu była inna dla każdego miasta.
To prawda różne dzieje są Państw,
miast,
ludzi ,
zwierząt,
całej przyrody.
Jest takie przysłowie że: ”Fortunie wierzyć nie trzeba.” Ale czy to w życiu się udaje?
Pamiętać wszakże o jednym należy „Nic na tym Świecie los nie dał nam na zawsze”
.
Eremita
listopad 2008 rok
![[Rozmiar: 39910 bajtów]](/images/bajki/pustelnik.gif)
Dwie młode dziewczyny siedziały przy kawie,
rozmowa się raczej nie kleiła.
Dzień był senny widać było za oknem zachmurzone niebo i ludzi uwijających się jak mrówki w mrowisku.
Ten coś niesie, ten biegnie do autobusu, ta ciągnie za rękę małe dziecko,
Dalej zatacza się pijany człowiek.
Chłopak przytula dziewczynę.
Stary mężczyzna z trudem zdąża na świetle przez pasy.
Obraz przetacza się jak w kinie.
O widzę ,że coś czytasz?
Co to?
Mickiewicz, odpowiedziała dziewczyna, obok której leżała książka (ta w tej bajce będzie Basią)
Chyba Cię pogięło? ( ta w tej bajce będzie Zuza)
Proszę Cię nie używaj przy mnie takiego języka ,wiesz, że tego nie lubię.
Tak wiem,wiem jest to wyrazem wnętrza człowieka ,powtarzasz to ciągle.
Ale powiedz wobec tego, dla czego czytasz Mickiewicza, przecież już nie jest nasza lekturą.
Czytam bo lubię odpowiedziała Basia.
A co tam jest do lubienia? (zapytała Zuza)
Kocham magię ,a Mickiewicz we wszystkich swoich utworach tę magię pokazuje.
Gdzie Ty ja widzisz?
Wszędzie, ale tym razem chodzi mi o jedna tarotowa kartę.
Karta Tarota u Mickiewicza? Zapytała ze zdziwieniem Zuza?
No to posłuchaj:
Pamiętasz balladę „Lilije” ?
Trochę, a właściwie to mi ja przypomnij.
Przypomnę Ci niewielki fragment w którym ukryta jest tarotowa karta
Zbrodnia to niesłychana,
Pani zabija pana;
Zabiwszy grzebie w gaju,
a łączce przy ruczaju,
Grób liliją zasiewa,
Zasiewając tak śpiewa:
"Rośnij kwiecie wysoko,
Jak pan leży głęboko;
Jak pan leży głęboko,
Tak ty rośnij wysoko ".
Potem cała skrwawiona,
Męża zbójczyni żona,
Bieży przez łąki, przez knieje,
I górą, i dołem, i górą;
Zmrok pada, wietrzyk wieje;
Ciemno, wietrzno, ponuro.
Wrona gdzieniegdzie kracze
I puchają puchacze.
Bieży w dół do strumyka,
Gdzie stary rośnie buk,
Do chatki pustelnika,
Stuk stuk, stuk stuk.
"Kto tam?" - spadła zapora,
Wychodzi starzec, świeci;
Pani na kształt upiora
z krzykiem do chatki leci.
"Ha! ha!" - zsiniałe usta,
Oczy przewraca w słup,
Drżąca, zbladła jak chusta:
"Ha! mąż, ha! trup!"
"Niewiasto, Pan Bóg z tobą,
Co ciebie tutaj niesie,
wieczorną słotną dobą,
Co robisz sama w lesie ? "
"Tu za lasem, za stawem,
Błyszczą mych zamków ściany,
Mąż z królem Bolesławem
Poszedł na Kijowiany,
Lato za latem! bieży,
Nie masz go z bojowiska;
Ja młoda śród młodzieży,
A droga cnoty śliska!
Nie dochowałam wiary,
Ach! biada mojej głowie!
Król srogie głosi kary;
Powrócili mężowie.
"Ha! ha! mąż się nie dowie!
Oto krew! oto nóż!
Po nim już, po nim już!
Starcze, wyznałam szczerze.
Ty głoś świętymi usty,
Jakie mówić pacierze,
Gdzie mam iść na odpusty.
Ach, pójdę aż do piekła,
Zniosę bicze, pochodnie,
Byleby moją zbrodnię
Wieczysta noc powlekła ".
"Niewiasto - rzecze stary -
Więc ci nie żal rozboju,
Ale tylko strach kary ?
Idźże sobie w pokoju,
Rzuć bojaźń, rozjaśń lica,
Wieczna twa tajemnica.
Bo takie sądy boże,
Iż co ty zrobisz skrycie,
Mąż tylko wydać może;
A mąż twój stracił życie ".
Pani z wyroku rada,
Jak wpadła, tak wypada.
Bieży nocą do domu
Nic nie mówiąc nikomu.
Stoją dzieci przed bramą.
"Mamo - wołają - Mamo!
A gdzie został nasz tato ?"
"Nieboszczyk? co? wasz tato? "
Nie wie, co mówić na to.
"Został w lesie za dworem,
Powróci dziś wieczorem ".
Otóż w tym fragmencie ukryta jest IX karta Tarota EREMITA
- Mieszka daleko od ludzi,
- jest samotny,
- kiedy wyszedł do kobiety w ręku trzymał lampę, to symbol wiedzy jasności umysłu.
- Zna jej tajemnicę i wie, że nie wyjdzie ona na jaw.
- Nie potępia, nie osądza kobiety to nie jego rola.
- Ma wiedzę, ma życiową mądrość.
- Ma możliwość wniknięcia w przyszłość,
- wie, że o zbrodni nikt się nie dowie.
stwierdza jedynie ,że skoro ona niema wyrzutów sumienia ,że zabiła to jest jej sprawa, zaś może być spokojna, wszystko zostanie tajemnicą.
- On ma możliwość wniknięcia w przyszłość
- Samotność, oddalenie od zgiełku pozwala mu na refleksje i wniknięcie w głąb samego siebie.
- Jest wolny od potrzeb, od tego co człowiek chce mieć na co dzień.
- Skromność, nie sięganie po coraz nowe rzeczy daje mu wolność, nie jest od niczego uzależniony.
Proszę posłuchaj raz jeszcze tego fragmentu
Starcze, wyznałam szczerze.
Ty głoś świętymi usty,
Jakie mówić pacierze,
Gdzie mam iść na odpusty.
Ach, pójdę aż do piekła,
Zniosę bicze, pochodnie,
Byleby moją zbrodnię
Wieczysta noc powlekła ".
"Niewiasto - rzecze stary -
Więc ci nie żal rozboju,
Ale tylko strach kary ?
Idźże sobie w pokoju,
Rzuć bojaźń, rozjaśń lica,
Wieczna twa tajemnica."
Czy znasz jeszcze inne utwory gdzie widzisz ukryte karty Tarota? O tym Zuziu powiem Ci innym razem.
Sprawiedliwość
październik 2008 rok

Mały synek wraz z ojcem siedzieli w niedużym pokoju.
Ojciec przy nocnej lampce czytał gazetę, synek bawił się ołowianymi żołnierzami.
Tatusiu po co jest wojsko?
Najczęściej po to by tam gdzie jakieś państwo nie przestrzega przyjętych norm, nakazać mu aby się do nich stosowało.
I co? Czy to państwo się stosuje?
Bywa ,że nie chce, bowiem w pojęciu tego państwa sprawiedliwość wygląda inaczej.
Sprawiedliwość?
Jak to należy rozumieć.
Dzisiaj w szkole mój dobry kolega dostał słabszy stopień od innego, który znacznie gorzej odpowiadał.
Wszyscy uznali, że to niesprawiedliwe.
Nauczyciel zaś powiedział do tego który gorzej odpowiadał, że daje mu dobry stopień bo wie, że musiał się dużo uczyć.
Jakbyś ty w pracy robił wszystko sprawnie i dobrze, a inna osoba może nawet równie dobrze ,ale znacznie wolniej a jednak dostawała te same pieniądze, czy ty byś uznał to za sprawiedliwe?
Widzisz synku, nie wszystko co równo to sprawiedliwie.
Kryteriów sprawiedliwości jest tak wiele, że nie sposób je wyliczyć.
Często Sprawiedliwość jest naszą własna oceną.
To czy ona istnieje?
W nas samych tak, lecz często różna w pojęciu wielu osób.
A czy było tak ,że istniała jednakowo dla wszystkich?
Wiesz jak chodziłem do szkoły miałem lekcje łaciny to musiałem nauczyć się wiersza Owidiusza:
A zaczynał się tak: Aurea prima sata est aetas, quae vindice nullo, Sponte sua, sine lege fidem rectumque colebat. W tłumaczeniu brzmi : Pierwszy zrodził się złoty wiek, który choć nikt nie kazał z własnej woli i bez prawa czcił prawo i obowiązek.
Tatusiu, czy to możliwe, aby człowiek sam z siebie potrafił przestrzegać prawo.
Są tacy ludzie, chyba jednak jest ich nie za wiele, zobacz na osoby stojące na przejściu, niektóre zdecydowanie czekają aż zapali się dla nich zielone światło, inne (choć ta jedna minuta nie ma często wpływu na ich przyspieszenie sprawy), przebiegają często tuż przed nadjeżdżającym samochodem nie czekając na to by spokojnie mogły przejść, to jest nieprzestrzeganie prawa, one nawet o tym zapominają ,choć często mają pretensje do innych ,że nie przestrzegane jest prawo. Gdyby każdy z nas pamiętał w drobiazgach konieczności przestrzegania prawa, może złoty wiek by wrócił, ale to na razie bajka.
Sprawiedliwość synku musi być w takich przypadkach wymuszana przez prawo. Mimo, że wielu przypadkach nie jest to tak, jak pragnie tego dana osoba, jednak muszą być przyjęte ogólne normy prawne.
Jak to dla wszystkich jednakowe?
Ano tak w ogólnym pojęciu dla wszystkich jednakowe, jednak w prawie są dodatkowe okoliczności brane pod uwagę. Tak jak dzisiaj twój nauczyciel powiedział, że dobry stopień otrzymuje uczeń który odpowiadał gorzej ,jednak włożył w to, aby przygotować się do lekcji dużo trudu ,znacznie więcej niż li twój kolega.
Jak sięgniesz kiedyś po mity greckie to spotkasz się z postacią Astrei to wielce sprawiedliwa i niewinna dziewica, ale wielki bóg Zeus nie pozwolił jej jeszcze zejść na ziemię, a to dla tego, że Sprawiedliwość widziana jest różnie i nie istnieje jednakowo pojęta dla wszystkich każdemu z nas się wydaje, że to właśnie ja mam rację. Jednak tak czy inaczej musi zawsze dojść do rozstrzygnięć.
RYDWAN
wrzesień 2008 rok
![[Rozmiar: 33234 bajtów]](images/bajki/rydwan.gif)
Ten niezwykły pojazd pędził przez wertepy, był tym dziwniejszy, że woźnica nie trzymał lejców i sam się bardzo dziwnie zachowywał.
To stawał na koźle to przysiadał,
jakby to gesty miały służyć temu by konie szły równo.
No właśnie, tak też szły w zależności od gestu woźnicy.
Czasem trudno je było sprzęgnąć by poszły gładko.
Czarny koń niezwykle narowisty, stawał dęba i chciał się wyprząc z niewidocznej uprzęży.
Biały zwalniał, chciał iść swoim rytmem.
Musiał woźnica wykonać swój magiczny gest by znowu je sprząc razem.
Udawało mu się to na krótko i tak sytuacja się powtarzała.
Dobrze, że tym dziwnym powozem nikt nie jechał, bo trudno było by wytrzymać drogę przy tak niezgranych koniach.
Ale, ale, właśnie pod lasem ktoś pojazd zatrzymuje.
Woźnica waha się czy zabrać pasażerkę,
to młoda i piękna dziewczyna.
Narażać ją na taką drogę.
Jest jednak tak piękna, że woźnica się decyduje.
Postara się, zrobi wszystko by okiełznać narowiste rumaki.
To dla niego wyzwanie by je zmusić do równego biegu.
Udaje mu się gesty magiczne wykonuje właściwie, konie idą równo.
Ale obok taka piękna dziewczyna, warto trochę oko nacieszyć.
Och spuścił konie z oczu, pomylił magiczne gesty, zapomniał kolejności działania.
Konie znowu zaczęły być narowiste, pasażerka zapragnęła wysiąść jak najprędzej.
Co robić?
Jaka kolejność gestów, niech ona nie odchodzi, bo jeszcze gorzej wszystko mu się pomiesza.
On potrzebuje wsparcia i spokoju, a ona chce go opuścić, przecież te konie zwalą go na środku drogi.
Na szczęście została, powoli wszystko wraca do normy, przypomniał sobie ruchy i myśli jakie obowiązują, aby konie szły gładko.
Mała chwila wytchnienia.
Ale co to ? pasażerka chce przejąć jego rolę.
Podpatrzyła jego gesty, ale przecież po za gestami obowiązują w tej magii myśli.
Jak na siłę przejmie prowadzenie nie znając sposobu myślenia, to znowu zagrożenie.
Wycofała się z pomysłu.
Konie idą równo.
Może naprawdę lepiej będzie jak ona wysiądzie.?
Trzeba jej to zaproponować .
O nie, nie, ona tym razem nie chce.
Znowu wprowadziła chaos w myśli woźnicy, znowu kłopot z końmi i pojazdem, gdyby ktoś chciał mu pomóc?
O tam pod lasem młody drwal, stoi przy drodze, może zainteresuje się nim dziewczyna i nie będzie zaprzątać mu myśli,ale może ten człowiek mu pomoże okiełznać konie?
Doprawdy chyba tracę już siły, konie zwolniły tempo, teraz jeden stawał drugi szedł jakby chciał, a nie mógł, tym razem z trudem dowlokły się do miejsca gdzie stał młody drwal.
Hej człowieku wsiadaj ,może ty znajdziesz sposób na te moje konie?
Ja już sobie z nimi nie radzę.
Młody człowiek podskoczył usiadł obok woźnicy, mrugnął do dziewczyny, coś wyszeptał i nagle konie ruszyły z kopyta szły równo, szybko i gładko.
Dziewczyna z aprobatą patrzyła na młodego, sprawnego woźnicę.
Ale co to?
Tym razem młody traci panowanie, nie zna do końca magii która pozwala pojazd prowadzić równo,
ale i stary woźnica zapomniał jak to ma być po kolei.
Posłuchaj młody człowieku, nie szarżuj niech ci się nie wydaję, że wiesz wszystko o koniach i pojeździe.
Nim poznasz tę tajemnice w ułamku procenta,
to już siły stracisz i wszystkiego ci się odechce.
Cała tajemnica jest w tobie jednak abyś ją poznał musisz nie raz spaść z kozła,
nie raz wyprzęgną ci się konie,
nie raz zgubisz któreś koło od wozu,
nie raz wywloką cię konie na manowce.
Pamiętaj będziesz jechał tak długo, póki będziesz znał prawdziwe magiczne zaklęcia,
a tej sztuki do końca jeszcze nikt nie posiadł, chyba, że o czymś nie wiem?
Kochankowie
sierpień 2008 rok
![[Rozmiar: 40710 bajtów]](images/bajki/kochankowie.gif)
Kamienica stała w części miasta, o której można powiedzieć ekskluzywna.
Należała do bogatej wdowy.
Ta zajmowała znaczna jej część.
Było tam wiele mieszkań, w dużej części wynajętych przez ludzi, którzy zatrzymali się w mieście na krótko,
lub też takich którzy swoje mieszkanie w przyszłości mieli otrzymać.
Suterena też była zamieszkała, położona niżej od pozostałych części kamienicy nie stanowiła większego zainteresowania dla chętnych pragnących zamieszkać w tej ekskluzywnej części miasta,
mieszkała w niej wdowa, ale ta nie mieszkała sama.
Na niewielkiej powierzchni mieszkały razem z córką, obydwie pracowały.
Trzeba było zapłacić za mieszkanie, żyć za coś, a i dziewczyna pragnęła nie odstawać od koleżanek i mieć kilka w miarę atrakcyjnych sukienek.
Była ładna i mądra.
Matka sobie wyobrażała, jaki to dobry, mądry mężczyzna zainteresuje się jej córką.
No właśnie pojawił się młody człowiek ,który przypadkiem ją zobaczył ,jak wracała do domu z pracy.
Zaczął odwiedzać dom w którym mieszkały samotne kobiety, był w oczach matki wymarzony zięć.
Widziała jego zainteresowanie córką i już wyobrażała sobie jak to będzie im łatwiej w życiu kiedy w domu pojawi się mężczyzna.
Może będzie można przeprowadzić się do mieszkania wyżej?
Wszystko zapowiadało się jak w bajce.
Pewnego dnia młody człowiek zobaczył obok kamienicy kobietę wysiadającą z eleganckiego auta, ubraną w elegancki strój.
Kobieta kierowała się do kamienicy, nie była stara ,ale nie należała do najmłodszych.
Nie była też tak piękna jak jego dziewczyna.
Trudno było nawet dostrzec jej urodę, wzrok padał głownie na elegancki strój który nie pozwalał zauważać reszty.
Któż to taki?
Młody człowiek w eleganckim geście przytrzymał jej drzwi.
Dama podziękowała i uśmiechnęła się życzliwie.
To zachęciło młodzieńca do propozycji, iż chętnie pomoże jej wnieść drobne bagaże.
Dama zapytała grzecznie czy jest tu z wizytą u kogoś?
Młody człowiek zgodnie z prawdą powiedział, że mieszka tu jego dziewczyna ,że właśnie w przyszłości zamierza się z nią pobrać.
Zainteresowało to damę, grzecznie zapytała, czy nie potraktuje tego niewłaściwie jeśli jako podziękowanie za pomoc pozwoli zaprosić się na kawę ,lub chłodny napój.
Zawahał się na chwilę, musi szybko dokonać wyboru.
Myśli przez moment skłębiły się w głowie, czy dobrze robi pozwalając się zaprosić, ale co w tym złego.?
Ale co powie jego dziewczyna?
Ale czy musi jej mówić?
Dla czego ta kobieta go zaprasza, może jest w tym jakiś podtekst,
zdecydował się jednak przyjąć to niewinne zaproszenie.
Mieszkanie było urządzone luksusowo, wielkie drzwi prowadziły na piękny taras, a ponieważ dzień był upalny, tam właśnie został zaproszony.
Rozmowa toczyła się w standardowo towarzyski sposób, o pogodzie, wypoczynku. Wreszcie padło pytanie czy dziewczyna z sutereny to właściwy wybór? Zarumienił się nieco,
O zdziwiła się dama to miło patrzeć ,że pan się jeszcze rumieni, jest w panu dużo młodzieńczej świeżości.
Wiem ,że to bardzo skromnie żyjące kobiety, najpiękniejsze pary, najgorętsze uczucia się kończą jeśli w domu jest niedostatek, czy jest pan w stanie przyszłej żonie zapewnić byt?
Było to trudne pytanie, bowiem młodzieniec po za urodą i dyplomem wyższej uczelni w szufladzie wiele do zaofiarowania nie miał.
Będziemy pracować powoli się dorobimy- odrzekł.
Do tego czasu znudzicie się sobie, bowiem nawet nie będzie zbyt wielu chwil ,aby się sobą cieszyć.
Wie Pan mam liczne znajomości, licznych przyjaciół mego męża /który niestety odszedł z tego świata,/ ale jeśli pan nie odmówi to chętnie pomogę w znalezieniu jakiegoś atrakcyjnego stanowiska.
Znowu wahanie i konieczność dokonania wyboru.
Czy może pan przyjść do mnie jutro w godzinach popołudniowych, no powiedzmy o czwartej?
Znowu wahanie i konieczność dokonania wyboru.
Zgodził się.
Spotkanie zakończyło się w przyjaznej atmosferze.
Na następny dzień odwiedził wdowę
. Wyglądała młodziej i atrakcyjniej jak wczoraj, przy tym było w niej więcej dojrzałości co nawet było pociągające.
Ojej co ja myślę, przyłapał się na myślach, co by było gdyby się wdową poważniej zainteresował?
Przynajmniej ułożył bym sobie życie, a nie harował.
Nawet nie bardzo wiem czy chciałbym być ojcem.
Myśl uczepiła się go.
Rozmowa była miła, znajomy obiecał, że się rozejrzy za godziwym stanowiskiem, ale to przecież nie już nie zaraz.
Znowu wahanie, jego dziewczyna jest świeża, ładna, kocha go.
Biedna, ale ma tyle wdzięku, taki ciepły delikatny głos.
Co robić z tym dręczącym pytaniem?
Niestety to pytanie pozostaje do dzisiaj, jako problem do rozwiązania i podjęcia decyzji co widać na załączonym wizerunku.
Wielki Kapłan
lipiec 2008 rok

Rozdarte było serce młodej kobiety, bowiem straciła małe dziecko. Była sama, nie wiadomo kim był ojciec.
Mówiono, że to jeden z gospodarzy z tej wsi.
Ale to tylko domysły. Prawdę znał On, Wielki Kapłan, to jemu już wcześniej zwierzyła się kobieta, a i zapewne mężczyzna, bo i po co miał ukrywać kiedy wiadomo, że kobieta wyznała całą prawdę.
On jednak będzie milczał, powierzona mu tajemnica nie może ujrzeć światła dziennego.
Lecz od kogo dowiedział się Władca o sprawie głośnej we wsi, kiedy to z pańskiego lasu wyrąbano trzy sosny.
Do sprawy, Wielkiemu kapłanowi możliwe, że złodziej się przyznał ale jak to dotarło do Władcy?
Władca co prawda był w sprawie wspaniałomyślny, nie ukarał winnego poza przypomnieniem czym jest prawo.
Zapewne Ignaś już nie wyruszy po nie swoje, jednak ciągle pytanie nie daje spokoju, kto doniósł.
Wielki Kapłan znał tylko całą sprawę.
Co sprytniejsi obliczali, że z ofiar ma więcej niż li mówi.
Ale przecież umie odpędzić zło.
Młoda dziewczyna Baśka, którą złe opętało, tylko dzięki niemu może teraz we wsi z innymi normalnie rozmawiać, choć niektórzy twierdzą, że nie do końca, podobno dalej w oczach ma cos dziwnego.
Ale przecież wcześniej było strasznie, chodziła nocą do lasu i do kogoś głośno gadała, a i w domu widziała jakieś postacie siedzące po kątach, często rozmawiała z kimś kto dawno ten świat pożegnał.
Tylko dzięki Wielkiemu Kapłanowi może teraz pracować i uchodzić za normalną.
Umie on zło odpędzić.
Wielką ma do odegrania rolę na tym świecie.
Musi pożegnać tych co odeszli na tamten świat, ale i małe dzieci przygarnąć, wytłumaczyć co dobre, co złe.
Gdzie idzie człowiek jak umrze, a gdzie zwierzę.
Oj mądry ten wielki Kapłan.
Są tacy co nie do końca mu wierzą, a niby skąd on taki mądry?
Mieszka jak my na ziemi, świeci mu to samo słońce. Skąd niby wie, że zwierzę nie idzie do nieba?
Albo skąd wie co jest w tym niebie?
Ale przecież gdyby nie On to może by człowiek nie pomyślał skąd się pojawił tu na Ziemi.
Ale znowu skąd on wie, gdyby wiedział nie troszczył by się z taka przesadą o doczesne dobra.
Ach cóż tam pozostawmy to każdemu z osobna Jeśli to mędrzec to: Niech upomina, poucza i ochrania innych przed złem; ludziom dobrym jest on prawdziwie drogi, a ludziom złym wstrętny.
Cesarz
czerwiec 2008 rok

Wielki bal na cele dobroczynne urządzony przez Cesarzową trwa.
Ogromna ilość ludzi.
Kim są?
Trudno zgadnąć, niektórzy piastują wysokie stanowiska.
Są tez przedstawiciele zwykłego ludu.
Sportowcy, aktorzy, trudno wyliczyć.
Przy stolikach rozmowy dyskusje. Za chwile ma pojawić się Władca.
Ciarki niektórym przechodzą po skórze, wie czy nie wie o tym, co zrobili?
Inni czekają na pochwały, służyli mu wiernie, czasem bez wewnętrznych przekonań.
A oto majestatycznie wchodzi mężczyzna, wszyscy kłaniają się ,jedni nisko inni w symbolicznym pokłonie.
Siada na przygotowanym fotelu.
Na sali cisza.
A oto mowa władcy.
Drodzy Podani.
Cieszę się ,że mogę Was przywitać Dzisiejszy bal jest formą zebrania datków na cele dobroczynne, to dzięki inicjatywie mojej żony, dzisiaj się bawicie, aby połączyć miłe z pożytecznym.
Nim zaczniemy się bawić, przypomnę, że dobro naszego państwa ponad wszystko, a dobro państwa, to dobro poszczególnych obywateli.
Nie dopuszczę by ktoś wychylił się po za prawo.
Będę surowo karał tych którzy dopusczą się wykroczeń.
Ciekawe jaki jest w prywatnym życiu? Pyta swego partnera młoda dama.
Podobno pantoflarz. Nie prawda wtrąca się ktoś z boku, jest po prostu dobrym ojcem i kochającym mężem ,czy tak pani określa pantoflarza?
Podobno niedawno ułaskawił bandytę, to mi się nie podoba wtrąca się ktoś z boku.
Może były powody, na pewno bez powodów tego nie zrobił, słyszałem ,że winny był ktoś inny.
Stary już, ciekawe jak długo pożyje? Zauważa ta sama młoda kobieta.
Że też cesarzowa go chciała.
Pani też by go chciała, za takie pieniądze zauważa starsza dama.
Rozmowa może toczyła by się w tej formie dalej gdyby nie głośne fanfary dające znać o tym, że za chwile będą jakieś wyróżnienia.
Kolejne osoby podchodzą do Cesarza, kłaniają się przed majestatem władzy.
Do władcy podchodzi stary człowiek, został wywołany z imienia i nazwiska.
Panie powiada cenię cię za twoją mądrość, bowiem nie przez wydawanie arbitralnych osądów człowiek staje się prawym; człowiek mądry bada zarówno to, co złe, jak i to, co dobre.
Mocno zagrały fanfary i strzeliły korki szampanów.
Niech żyje mądry władca krzyknęli zebrani.
Bal się rozpoczął : Czym bowiem jest władca korzystający jedynie z przywilejów władcy, mówiący do swych poddanych słowa bez pokrycia, to jak piękny kwiat, pełen barw, lecz pozbawiony zapachu - tak bezowocne są piękne słowa kogoś, kto nie postępuje zgodnie z nimi.
Ten władca kocha swój kraj, obywateli, swoją rodzinę, prawo dla niego znaczy prawo.
CESARZOWA
Maj 2008 rok

Wielki bal na cele dobroczynne. Miasto aż huczy od plotek kto się tam ma spotkać.
Bal przygotowała żona władcy kraju.
Paręset par ma pojawić się na przyjęciu.
Menu opracowane wg mistrzów chińskiej, francuskiej i włoskiej kuchni.
Sam władca na razie się nie wtrąca, to domena jego żony.
O niej to dopiero się mówi.
Niektórzy opowiadają, że niekoniecznie najlepiej się prowadziła i uwiodła władcę podstępnie.
Inni twierdzą, że to wzór cnót i wspaniała, zauważająca wszystkich ludzi osoba, nie ważne co wcześniej robiła, widzi przecież każdego człowieka.
Niania do dziecka często nie wiele ma do roboty,
bo sama żona władcy poświęca się dzieciom.
A jaka elegancka, jak potrafi ubrać się gustownie.
Co złośliwsi powiadają, "a byś ja zobaczył w kiecce takiej jak twojej baby, to byś się dopiero przestraszył ".
Tak, władczyni ma wiele twarzy, ale wszystkie są twarzami Kobiety.
Umie bowiem, jak przystało na każdą władczynię przystosować się do sytuacji.
Co robi, że się nie starzeje?
Będzie zawsze taka sama, choć w zależności od sytuacji przyjmie inną pozę. Niewiarygodne. Wiedział władca kogo wziąć za żonę.
To Tuwimowska "Ewa" którą:
"Pan bóg stworzył, a szatan opętał,
jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna i dobra i zła
I rozkosz i rozpacz i uśmiech i łza".
KAPŁANKA
Kwiecień 2008 rok

Dom był za miastem, stary pokryty gęsto bluszczem ,który nie pozwalał na zajrzenie do środka nawet w zimowe wieczory, kiedy prawdopodobnie można by w jakimś oknie ujrzeć światło.
Plotki w okolicy dostarczały ludzkiej wyobraźni mnóstwo domysłów.
Podobno kobieta, która tam mieszkała była wielce tajemniczą postacią.
Potwierdzał to doręczyciel listów, a kobieta, która u niej pracowała i czasem chodziła do miasta po zakupy milczała jak grób.
Może była z nią w jakiejś zmowie?
Sama właścicielka była czasem widziana przez młodych chłopaków (dla których wspinanie się na wysoki parkan było wyzwaniem).
To oni opowiadali, że czasem z pod jej welonu widać rogi.
Ktoś tłumaczył, że tak wygląda egipska bogini Izyda, ale inni się śmiali, bowiem Izyda to wróżka w mieście, która się tak nazwała.
Wszystko niejasne i jakieś tajemnicze.
Raz do doręczyciela listów nie wyszła pomagająca tam kobieta, a i nie zamknęła bramy.
Wszedł, zatem cicho do domu.
Miał pretekst, musiał przecież dostarczyć jakiś dziwny list w czarno fioletowej kopercie z adresem nadawcy jakby nie z tego świata.
To co zobaczył było niezwykłe.
Kobieta siedziała między dwoma filarami w swoim salonie Na kolanach miała książkę, listonosz przysięgał, że była oprawiona w zwierzęcą skórę i wysadzana drogimi kamieniami.
Nie wiele już zobaczył, tym bardziej, że światło było przyćmione padało w zasadzie na otwartą książkę.
Listonosz opowiadał, że w tej książce musi być ogromna wiedza i tajemnica.
Możliwe, że miał rację?
Plotki urastają dalej, a ogromny parkan nie pozwala na ich zweryfikowanie.
MAG
Marzec 2008 rok

Siedem kolorowych wozów nocą przesuwało się w kierunku pobliskiego miasteczka.
Czy to Cyganie?
A skądże,dawno już nie prowadzą koczowniczego trybu życia.
To cyrk, że swoimi artystami,zwierzętami i całym zapleczem.
W jednym z wozów jechała cała rodzina, może niewielka,jednak rodzina.
Matka,ojciec i ich syn.
Matka piękna kobieta i mimo, iż niedługo powinna pożegnać się ze swoja pracą ciągle niezwykle zgrabna i giętka.
To akrobatyczna tancerka linowa.
Jej mąż niezbyt piękny mężczyzna, ale o niezwykłym uroku, samego diabła by przekonał o swoim czystym i pięknym charakterze./choć przecież bywało różnie (romans z garderobianą,którego nie udało się ukryć a i inne grzeszki, których wymieniać nie będę). To klown cyrkowy
A oto ich syn wyrastał on w tym świecie iluzji, choć tak naprawdę iluzją ów świat nie był.
To ciężka praca.
Rodzice mimo wzlotów i upadków w ich własnym związku, zawsze mieli za cel, dobro swego syna.
Zapragnęli dać mu wszystko, co człowiekowi potrzebne do życia.
Ale przecież nie da się ofiarować miłości takiej, jaką może dać,inna kobieta, nie da się ofiarować pracy takiej wymarzonej, bystrości umysłu, to także dar niebios, a i wóz cyrkowy to przecież za mało, aby spędzić tam całe życie.
Młody Marceli (tak, bowiem miała na imię)
Nieco już w swoim życiu przeżył. Zakochał się, bowiem w młodziutkiej solistce, ale ta go odrzuciła.
Była to ciężka porażka dla młodego chłopaka, jednak powoli przygotowywała go do tego, że życie nie jest takie jak pragniemy,ale takie jak podsuwa nam los.
Zakochana w nim była treserka zwierzą,ale tej się bał.
Oczy miała przenikliwe, czarne,zwierzęta były często posłuszne nawet jak spojrzała.
Tak to rozmijały się uczucia.
Cóż młody Marceli smakował Świata powoli, zarówno rodzice, jak i to wszystko, co przynosiła codzienność przysposabiały go do życia.
Wiedział już, co to miłość,widział codzienną pracę ludzi w cyrku,która także miała stać się jego udziałem.
Był przekonany o bystrości swego umysłu. I wiedział, że w tym życiu nic za darmo.
Trochę znał z teorii, nie wiele z doświadczeń, choć był przekonany, że los doświadczył już go jak nikogo innego.
Niestety przed nim jeszcze długie życie
Czy umie wykorzystać to, co mu dano?
Co przyjmie za swoje co odrzuci?
Głupiec
Luty 2008 rok

To było dawno, nikt nie pamięta, kiedy, jednak historia ta jest prawdziwa.
We wsi odległej od miejskiego życia urodził się chłopiec.
Rodzice bardzo chcieli, by wyrósł na mądrego i dzielnego mężczyznę, bardzo na to liczyli, że tak będzie. Jednak dziecko przysparzało im wiele kłopotów.
Kiedyś, już jako podrastający chłopiec, został przez matkę wysłany do gospodarza w sąsiedniej wsi, po trochę zakwasu na żurek jako, że matce zbrakło żytniej mąki, aby zakwas zrobić.
Wysłała, więc synka dając mu kilka groszy, jako zapłatę sąsiadowi.
Czekała i czekała, kiedy synek wróci i doczekać się nie mogła.
Wyszła, więc sama. Idąc drogą zobaczyła, że jej synek biega za czymś, czego najpierw nie widziała, sakiewkę z groszami porzucił na brzegu drogi i ugania się, za czym to?
Za motylem.
Obok było ogromne urwisko, a i jakieś psisko uznało portki chłopca za dobrą okazję do poszarpania, co nieco.
Gdyby nie matka, która przyszła w porę, mały niechybnie wpadłby do urwiska. Dobrze, że nikt nie szedł drogą, bo i grosz mógłby przepaść.
Odechciało się matce już iść po zakwas, bowiem trapiła ją myśl, co wyrośnie z tego chłopaka. Wzięła, więc syna za rączkę i powróciła do domu.
O beztroskim zachowaniu syna opowiedziała swemu mężowi. Oboje mają od tej chwili strapienie, co z niego wyrośnie?